Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Wakacje 2014 w zdjeciach z telefonu




 Wakacje 2014 ogromnymi krokami odchodzą w zapomnienie. W tym roku były one najlepsze od kilku lat i będę je z przyjemnością wspominać! Lipiec był zaplanowany i zabiegany, a w sierpniu miałam masę czasu dla siebie. Zwiedziłam wymarzone miejsca i rozmawiałam biegle po angielsku - 100% z angielskiego na testach gimnazjalnych na coś się zdało.

Chętnie powtórzyłabym to wszystko od nowa, wiadomo. Jednak muszę przyznać, że nuda też zaczęła mi już doskwierać. Pooglądać "Ewa gotuje"? A może "Bosonogą Contessę"? Kiedy w końcu dowiem się, kim jest -A w "Pretty Little Liars"?

Czas na nowe wyzwania, nową szkołę, nowych znajomych i nowe pomysły na bloga. Na nowe powody do stresu też jest miejsce... Roku szkolny 2014/2015, nadchodzę!






niedziela, 17 sierpnia 2014

a moze video?




"A co jeśli nagram videło?", czyli kolejny świetny pomysł, na który wpadłam. Na początek zdecydowałam się na coś dość inspirującego, a że nieśmiała ze mnie osóbka - w filmiku występuję tylko przez parę sekund. Chyba nie jestem jeszcze gotowa do przemowy przed kamerą, ale kto wie! Akurat ja zmieniam zdanie nader często.

Muszę przyznać, że namęczyłam się z tym filmikiem. Po dodaniu na Youtube okazało się, że rozmiar nie ten i jakość okropna. Nagrywałam jeszcze raz i jeszcze, korzystałam z innych programów i okazało się, że to ustawienia mojego aparatu! Po zmianie ustawień, nagrywaniu wszystkiego od nowa, słuchaniu Sad Machine w kółko i w kółko, muszę przyznać, że "First video" już mi się nie podoba. Ech!

Nie potrafię stwierdzić, czy to to pierwsze i ostatnie "First video". W końcu na Spotify znalazłam masę piosenek, które pasowałyby do kolejnych filmików. Szkoda, żeby się zmarnowały, prawda?

Zostawiam Was z moim dziełem, enjoy!

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Weekend w Trójmieście


Sierpień postanowiliśmy przywitać w Trójmieście - Jarmark Dominikański, molo w Spocie, wieczorne spacery po starówce, a do tego diabelski młyn niczym London Eye. I po co było wyjeżdżać do Londynu?

Podczas obchodu jarmarku najdłużej zajęło mi zwiedzanie stoisk z antykami, gdzie znajdowała masa retro mebli, druciane manekiny i szmaciane zabawki. Jednak budki z jedzeniem też były niczego sobie - węgierskie placki, czy sękacz waniliowy, mniam! Akurat w sobotę odbywał się maraton ciągnący się przez uliczki starego miasta. Czułam  się tak bezkarnie, siedząc i pijąc sobie kawę, gdy kilkadziesiąt osób biegło na śmierć i życie tuż obok mojego stolika.

Całkiem spontanicznie podjęliśmy decyzję o udaniu się na molo w Sopocie. Wysiedliśmy koło plaży w Jelitkowie, a resztę drogi przeszliśmy piechotą. 3.07km przemierzone w takim upale to czysta przyjemność! Do Gdańska wróciliśmy tramwajem wodnym. W te wakacje chyba wykorzystam wszystkie możliwe środki transportu. Wieczorem przechadzaliśmy się jeszcze po starym mieście przy akompaniamencie muzyki operowej. Czy to nie romantyczne?


Następnego dnia trochę zakupów, na którym znalazłam swój wymarzony czarny kapelusz i kwieciste kimono. Byłam z siebie taka dumna, wracając z siatkami do domu! Umawiam się jeszcze z moim fotografem na sesje, żeby móc się nimi pochwalić przed całym światem.





środa, 23 lipca 2014

London trip




    Będę tęsknić za Londynem, zdecydowanie. Poplątanie z przemieszaniem to odpowiednie określenie tego miasta. Muzyka alternatywna grana przez gitarzystów w metrze (w tym Lego house Eda Sheerana!), excuse me i sorry słyszane za każdym razem, gdy ktoś nawet lekko  dotknie twojej ręki, to coś, co wzbudziło we mnie chęć zostania tu jeszcze dłużej. Poza tym Primark, czerwone autobusy i ruch lewostronny, przez który już wszystko mi się pomieszało. 

    Big Ben, London Eye i Tower Bridge robią naprawdę ogromne wrażenie, jednak chyba nie mam co tu o tym pisać, bo chyba w każdej książce do języka angielskiego zawarty jest o tym dział. Na stacji King's Cross, gdzie znajduje się słynny peron 9 i 3/4, miałam zrobić sobie zdjęcia z wózkiem jadącym do Hogwartu. I co? Wracałam ze zwieszoną miną, kiedy zorientowałam się, że ta ogromna kolejka sięga jeszcze ulicy przed wejściem do metra. Wszechobecne tłumy są nieco przytłaczające i umożliwiają robienie sobie zdjęć. Uroki wielkiego miasta!

   Zwieńczeniem mojej wycieczki była jazda czerwonym double decker bus z odkrytym dachem. Z zachwytem odkryłam, że można znaleźć polskiego tłumacza, przez co łatwiej było mi przyswoić sobie wszystkie ciekawostki. Epidemie dżumy i ogromny pożar wzniecony przez przypadek, który spalił ogrom zabudowy. To są dopiero informacje!

  Jestem już stuprocentowo pewna, że chyba nigdy nie będę przepadała za lataniem samolotem. Okropny ból głowy przy starcie i lądowaniu, a do tego wizja zestrzelenia, porwania lub awaryjnego lądowania.


    Chinatown!  Po raz pierwszy zjadłam prawdziwe chińskie jedzenie. Nawet malutką krewetkę! Chociaż wszystko, co pochodzi z morza, wzbudza moją niechęć. To niestety się nie zmieniło, ale kolejna rzecz do zjedzenia na mojej liście została odhaczona.


    Niestety królowa pokrzyżowała mi plany i nie miałam okazji zrobić sobie zdjęcia ze strażnikami pod Buckingham Palace. No kto by pomyślał. Kim ona niby jest?
    Przy okazji chciałam podziękować mojej siostrze - Dominice! To ona jest w większości autorką tych zdjęć, bo w tym roku objęła funkcję nadwornego, wakacyjnego fotografa. DZIĘ-KU-JE-MY!
    
   Ostatnią ciekawostką do przekazania jest moja nawa strona na facebooku. Tam będzie się ukazywała się teraz większość moich postów. Czy sama ta idea wypali - nie mam pojęcia, ale spróbować zawsze można. :) 

xoxo, 
Aleksandra