czwartek, 11 lipca 2013

DIY, czyli jak zarazem stworzyć i zniszczyć

Nuuuudny wieczór zmusił mnie do przeglądania tych dziwnych części Youtube. Gdy już przez nie przebrnęłam, dotarłam do DIY. Ogrom koszulek, spodni, półek, ozdóbek i różnych innych ciekawych rzeczy wzbudził we mnie ekscytację (dosłownie!). Od razu poleciałam do moich szafek z ubraniami i znalazłam zwykłą białą koszulkę, która idealnie nadawała się do cięcia i malowania.


1#: Wszystko co było mi potrzebne, czyli koszulka, nożyczki, farby, które teoretycznie nie powinny rozmazywać się pod wpływem wody, pędzelek i ołówek.

2#: Tniemy, tniemy! Trzeba być stuprocentowo pewny tego co chce się robić, bo potem nie ma odwrotu! Najgorsze, co może być to wahanie się i niepewność. Skoro już zaczęłam, to chociażby mi się nie podobało, muszę to dokończyć.

3#: Malujemy! Tutaj można wykazać się niezłą kreatywnością. Ja na wszelki wypadek zaczęłam od rysowania ołówkiem. No i  trzeba pamiętać, żeby w  koszulkę włożyć torebkę foliową, karton czy coś podobnego, bo w innym wypadku farba odbije się na plecach (:

Dodatkowy DIY! Jeśli nie chcę się iść do kuchni po szklankę (leniuszek) i wodę to można wyciąć kubeczek z plastikowej butelki. 

4#: Można sobie dorobić frędzelki na dole koszulki. W sumie to nawet nie muszą być bardzo proste, bo pod wpływem naciągnięcia materiału zwijają się w ruloniki.

To już nie jest żaden krok,tylko przestroga. Nie należy zakładać ubrania, kiedy farba nie wyschła, bo inaczej wszystko się rozmazuje. Ja chcąc ratować sytuację, po prostu polałam koszulkę wodą (i tak nie miałam nic do stracenia, haha :D). Czarna farba rozmazała się i koszulka stała się szara.

Potem po prostu zostawiłam koszulkę do wyschnięcia (:

Na końcu po prostu poprawiłam wzorki. Efekt jest dla mnie bardzo zadowalający! Jak na pierwszą koszulkę może nie należy do najpiękniejszych, ale jest moja i się baaaardzo starałam. Jestem z siebie dumna,  chociaż jak zwykle coś musiałam zepsuć, żeby coś innego (może nawet lepszego) mogło powstać.



Efekt końcowy :)




To chyba na tyle. Zdecydowanie polecam taką kreatywną formę spędzania wolnego czasu, nawet jeśli coś się zepsuje :)








wtorek, 9 lipca 2013

niedoszla kanapa i wimbledon

Remont w domu trwa w najlepsze. Emocje sięgnęły zenitu, kiedy okazało się, że moja kremowobiała kanapa do pokoju jest kakaowoczarna. Jakim cudem?Jednak moja zaradna mama opanowała sytuację i dowiedziała się, że najzwyklej w świecie dostałam nieswoją kanapę, uf. Nie mam pojęcia jak teraz będą znosić wszystkie części na dół przy pomalowanych ścianach w przedpokoju. Może zaczekają do jutra, a ja całą noc będę się bała, że ktoś czai się na moje życie, chowając się za niedoszłą kanapą. To będzie zdecydowanie ciężka noc. 
EDIT: Kanapa już jedzie. Teraz. Zaraz. Już.






W niedzielę odbyła się impreza rodzinna, a mianowicie urodziny mojej mamy. Ja jak zwykle przy takich uroczystościach się rozchorowałam. Jednak zdążyłam pograć  w babingtona ("To tak samo jak Wimbledon! Tylko nie gramy w tenisa...") i wejść do basenu, żeby rozegrać mecz w siatkówkę. No a potem umierałam i oglądałam jakąś olimpiadę czy coś. Najsłabszy czas na 10km biegu kobiet to 37 minut. Co ja bym dała za takie ostatnie miejsce...







czwartek, 4 lipca 2013

zmysł mordercy, coś i rękawiczki w kwiatki

Wakacje trwają w najlepsze. Leżing, plażing, smażing i inne atrakcje. Spędzanie czasu na robieniu niczego pożytecznego to coś dla mnie. Zdecydowanie. Jednak latające tuż przy uchu komary, muchy i inne robactwo mogą przyprawić o niezłą nerwicę. Zmysł mordercy włącza się we mnie, gdy już leżę sobie wygodnie w łóżku i słyszę latające, brzęczące COŚ. Identyczne uczucie jak te, gdy zapomni się wziąć herbaty (no ewentualnie kawy zbożowej, no) i leży się już wygodnie pod kocykiem podczas oglądania głupkowatego serialu.








Dzisiaj nawet wyrywałam uschłe roślinki i podlewałam nowo posadzone. Praca ogrodnika jak najbardziej mi odpowiada. Nie dość, że rodzice są ze mnie dumni, to jeszcze opalić się można! Szkoda tylko, że na czerwień, a nie brąz rodem dziewczyn z tumblr'a. Niestety, nie można mieć wszystkiego. Za to dostałam swoje własne zielone rękawiczki w kwiatki (:










Wizytę w gabinecie medycyny estetycznej w sprawie  mojego aparatu mam zaplanowaną na 28 września. Mam jeszcze trzech ortodontów w zanadrzu i oby on miał wcześniejsze wolne wizyty, bo 3 miesiące to trochę długo, haha  :D

piątek, 28 czerwca 2013

zakończenie roku, kaloryczny piątek i sesja

Wszem i wobec oznajmiam, że MAMY WAKACJE! Jestem już po tej części oficjalnej, leżę w dresie i grubych skarpetach. W końcu mogę powiedzieć, że czas leniuchowania, spania, opalania i pływania właśnie nadszedł. Nie będę się rozpisywała na ten temat, bo chyba każdy ma kalendarz i trochę ogarnia. W każdym razie mam taką nadzieję.











Dzisiaj mam kaloryczny piątek, mimo tego że mam spędzać czas aktywnie i zdrowo.  Każdy ma jakąś chwilę słabości,a dzisiaj będzie moja. Pizza na obiad (na którą czekałam dwie godziny, POZDRAWIAM) i wieczorne podjadanie czipsów przed telewizorem. Mam nadzieję, że mój pan brzuszek mi wybaczy. Przepraszam to nie specjalnie, chlip!





Wczoraj oglądałam Hannibala z Sewerynem, ale z tym chłopcem nie można się skupić na oglądaniu. A to niby ja się wiercę, ha! 
Taka trochę profesjonalna sesja profesjonalnym sprzętem i z profesjonalnymi modelami. 





Buziaczki dla wszystkich i MEEEEGA wakacji! :)



czwartek, 27 czerwca 2013

lama, poczet flagowy i wakacje

Byłam wczoraj na ognisku klasowym. Ognisko zapaliliśmy dopiero po czterech godzinach, ale to nie jest ważne i tak nie jem na ogniskach. Ograniczam mięso, za dużo zwierzątek przeze mnie ginie. Co nie oznacza, że staję się wegetarianką. W końcu zbilansowana dieta to podstawa dla rosnącego dziewczęcia.
 
 
 Coś za dużo tych zdjęć w lustrach, muszę zaprzestać praktykowania tego, ojejku.


 Jutro zakończenie roku! Mam średnią 5.0, wyższą niż w zeszłym roku, haha (: Ciuchy wybrane, wyprasowane, paznokcie pomalowane, jestem gotowa, żeby w pięknym stylu pożegnać się ze szkołą na dwa miesiące. Oczywiście w pięknym stylu, jeśli nie wywrócę się na schodach, bo taką przygodę miałam w podstawówce. Tak bardzo wiocha. Dobrze, że zakończenia roku nie są już takie uroczyste jak wtedy. Obejmowałam bardzo znaczącą rolę w poczcie flagowym. Do tego stopnia znaczącą, że flagi nie zawiesiłam ani razu. 





sobota, 22 czerwca 2013

nieleniuch, podzielmy się radoscia i niewolnik

 Wszyscy pewnie nie wiedzą, dlatego przypomnę, że jeszcze 6 dni do wakacji! Stwierdziłam, że nie spędzę wolnego czasu na leniuchowaniu i to nie są tylko bezsensowne zapewnienia. Nie mam zamiaru wstawać o 12 i leżeć z brzuchem do góry całymi dniami. Wciągnęłam się w fitness i ćwiczę już 5 dzień, haha (: Dzisiaj od razu po wstaniu z łóżka poszłam pobiegać. Da się? Da się, nawet jak jest się największym leniuchem na świecie, a ulubionym hobby jest jedzenie. Do wszystkiego można się przekonać, nawet do porannego biegania! 



Podziel się radością, czyli dostałam prezent od siostry. I'm sooooo happy! Pierwszy prezent zdecydowanie od od serca! <3


 Nadszedł ten najszczęśliwszy, basenowy dzień. Jednak muszę przyznać, że grabienie i zbieranie kamyczków nie za bardzo mi odpowiada, no ale czego się nie robi dla takiego szczęścia. Chlapanie się w lodowatej wodzie to prawdziwa przyjemność!


Zmęczony, dumny i brudny niewolnik pracownik. Może tutaj nie rzuca się to tak w oczy, ale spaliłam sobie uda, nie mam pojęcia jak będę spała dzisiaj w nocy, bo nogi  pieką mnie bardzo bardzo.



środa, 12 czerwca 2013

wielkie bum, czyli znowu jestem chora

To takie typowe, kiedy mówię 'Zacznę coś ze sobą robić!" i w pewnym momencie nastaje wielkie BUM i ląduje u lekarza na  swoim pierwszym EKG. Olcia znowu podupada. Na ten tydzień mam badanie krwi, echo serca i prześwietlenie kręgosłupa. Może nie będzie mnie na kilku lekcjach, juhu!  


Piszę tego posta od kilku dni i nie wiem o czym megaekstra ciekawym mogę napisać. Pobieranie krwi miałam wczoraj i muszę przyznać, że po takiej ilości ciągłego robienia wyników, stało się to fajne. Jednak nie mogę patrzeć na pielęgniarkę kręcącą się w poszukiwaniu igły, bo wtedy rośnie zbyt duże napięcie. W podstawówce pisałam trochę o tym na konkurs literacki, a potem zostałam laureatką. Sądzę, że się chyba nade mną zlitowali, albo spodobał się im mój sen o krwi. Tak, to pewnie ta krew ich przekonała.










 Nie jestem zwolenniczką świecących "dodatków" na ubraniach, ale ta koszulka jest zdecydowanie najlepsza!